Zmiany Zmiany Zmiany

Z przyjemnością ogłaszam, że Bagietka funkcjonuje już po nowym adresem:

www.bagietka.in

Serdecznie zapraszam!

 

Reklamy

Trzydniowe warsztaty z najlepszą kucharką – babcią

Nareszcie mam ferie. Po tej całej sesji marzyłam jedynie o odprężeniu i odpoczynku, najlepiej podczas gotowania. Pojechałam więc na wieś do mojej babci. Internet prawie tam nie dociera. Wysyłanie jednego zdjęcia na Instagram zajęło prawie 30 min.(!) W sumie może to i dobrze, odpoczęłam od wszystkiego. Od razu uprzedzam, że jakość zdjęć będzie ‚powalająca’ – to tylko mój telefon.

IMG_20140215_095728

Kociak stale wygrzewa się przy piecyku

Babcia jest dla mnie Mistrzem Kuchni. Istnym Master Chefem jeśli chodzi o gotowanie rosołu. Królową wypieków. Top Chefem wszystkiego co proste i przepyszne. W dzieciństwie spędzałam u babci chyba każde wakacje. Ganiając kury, jeżdżąc traktorem i zjadając różne smakołyki.

IMAG1190

Od najmłodszych lat wakacje spędzam u babci

David Tanis, wieloletni szef kuchni kalifornijskiej restauracji Chez Panisse, w jednej ze swoich książek namawia nas do gotowania w domu prostych dań. David podkreśla przyjemność płynącą ze wspólnego gotowania, zauważa, że na wyszukane dania powinniśmy chodzić do restauracji. W domu – delektujmy się wspólnie spędzonymi chwilami. I kierując się tymi słowami przyrządziłyśmy z babcią piernik, placek ze śliwkami, bułeczki z makiem oraz przepyszne pączki z konfiturami. Do tego obiad ze świeżego kurczaka i pierogi z kapustą i grzybami. Czy może być coś lepszego?

IMAG1154

Ten kotlet rano jeszcze biegał po podwórku!

Jeśli uważacie, że ucieranie masła z cukrem przy pomocy miksera to ciężka praca, spróbujcie robić to drewnianym wałkiem. Babcia ma mikser, jednak ucieranie to ucieranie, a nie miksowanie.

IMAG1149

Ucieranie ciasta drewnianym wałkiem to naprawdę niełatwe zadanie!

Nauczyłam się też wyrabiać ciasto na pączki. Pączki idealne, nie kupicie ich w żadnej cukierni.  Nadziewane konfiturami z borówek i obtoczone w cukrze pudrze. Pychota! Na pewno nie raz jedliście bułeczki z makiem. Ale czy wasze bułeczki były pieczone na ogniu w piecyku? Czy miały mięciutką skórkę uzyskiwaną poprzez posmarowanie gorących bułeczek masłem i odstawienie pod przykryciem?

IMAG1162

Bułki z makiem czekają na włożenie do piecyka.

Babcia zna wiele kulinarnych sekretów. Dostałam mnóstwo cennych wskazówek i przepisów. Nauczyłam się jak sprawić by placek ze śliwkami miał chrupiący i cynamonowy wierzch. Jak zachowuje się dobrze wyrośnięty pączek. Oraz jak zrobić idealny rosół z kurczaka złapanego o poranku. Piersi ze szczęśliwego kurczaka smakują o wiele lepiej niż te kupione w supermarkecie. Nawet z wyglądu są inne.

IMAG1153

Serduszko szczęśliwego kurczaka.

Z przepisami było najwięcej zabawy. Większość z nich babcia ma w głowie i na pytanie „ile dodać mąki?” nie raz słyszałam „no tyle, żeby ciasto było nie za gęste. no jak ciasto na bułki”. Więc specjalnie dla was starałam się wszystko mierzyć. Pozostałe przepisy są tak stare, że kartki rozpadały się w dłoniach. Przepisałam większość z nich. W ciągu najbliższego tygodnia możecie spodziewać się tego wszystkiego na blogu.

IMAG1186

Przepis na kocie oczka był tak zniszczony, że cudem odczytałam składniki.

IMAG1187

Tu kolejny stos baaardzo starych przepisów.
M.in. na ciasto z oranżadą.

A wieczorami siadałyśmy z babcią przy dogasającym kominku i rozmawiałyśmy o wszystkim. W tle leciały przeróżne programy kulinarne. Babcia uwielbia oglądać Ewę Wachowicz albo Karola Okrasę. Mówi, że być może nigdy nie ugotuje czegoś takiego, ale przy okazji dowiaduję się czegoś nowego. Babcia pyta mnie o nowoczesne składniki jak kapary, czy przegrzebki. Opowiada mi o tym jak gotowało się kiedyś. O ziemniakach do rosołu lub maślance do ciepłego chleba.

IMAG1189

Bułki pieczone w piecyku na rozżarzonym węglu zyskują na smaku!

Piernik z piwem wyszedł nam znakomicie. Jest mięciutki i pachnący. Na pewno go zamrożę i zabiorę do Warszawy. W zimne dni nie ma nic lepszego od domowego piernika i szklanki ciepłego mleka.

IMAG1176

Jeszcze ciepły piernik, a jak pachnie!

Mam nadzieję, że podobała wam się relacja z mojego weekendu u babci. W ciągu kolejnych dni spodziewajcie się przepisów na wszystkie opisane tu pyszności 🙂

Co kupić na Słowacji? Co zjeść w górach? cz.2

Ostatni wpis był o punktach gastronomicznych w Krynicy-Zdrój. Dziś o słodyczach przywiezionych ze Słowacji. Powiem szczerze, że od czasu wprowadzenia euro, wiele się zmieniło. Kiedyś różnica w cenach była większa. Pamiętam, że wtedy bagażnik był załadowany po brzegi produktami w niskich cenach. Dziś, po przeliczeniu euro na złotówki, wszystko ma podobną cenę. W Tesco wręcz identyczną. Dlatego kupując słodycze kierowałam się głównie ciekawością. Brałam wszystko co inne 😀 Zaskoczyła mnie różnorodność smaków. Jak np. tonik schwepps, który w Polsce występuje tylko w jednym smaku. Słowacy mają ich aż 5. Brawo za różnorodność, która zaskoczyła mnie kilkukrotnie.
Po wejściu do sklepu, naszą uwagę przykuła cała ściana małych, kolorowych opakowań. W środku wyczuwaliśmy coś miękkiego, jakby bułeczkę. Na opakowaniu widnieje napis Pernik. Ale jest on tak zakryty, że dopiero przy otwieraniu zorientowaliśmy się, że kupiliśmy pierniki 😀 Smaków było od groma. Malinowe, limonkowe, borówkowe i wiele innych. Wybraliśmy dwa z nich. Pierniczki są bardzo miękkie, konsystencją przypominają misia lubisia. Przełożone dżemem o wybranym smaku. Całość oblana jest czekoladą. Jako, że nie jestem wielbicielką kupnych pierników, przyznam, że te bardzo mi smakowały. Może dlatego, że nie były suche. Dobra przekąska na drugie śniadanie.

pierniki 2

piekrniki 1

Kolejnym zaskoczeniem był wybór produktów Milki. Ileż tam tego było ;o OK, widziałam już polskie wydanie Milki toffi, czy tej z chrupkami. Ale innych smaków nie widziałam. A już na pewno nie w takich słodkich opakowaniach 😀 I ten borówkowy smak… ❤

DSCF4814

Wyprowadźcie mnie z błędu, jeśli nie mam racji, ale czy ktoś widział takie ciastka Milki w Polsce? Przepyszne mini babeczki z kawałkami czekolady. Każda zapakowana w oddzielną folię. Każda mięciutka i bardzo czekoladowa. Pychota 😀DSCF4816

 DSCF4761I to nie koniec czekolad. Cud, że nie pękliśmy od nadmiaru czekolady. Ale co zrobić, jeśli wokół jest tyle pyszności! Aż strach myśleć, jak skończyły by się nasze zakupy w niemieckim sklepie z czekoladami. Czas więc na czekoladę Studentska. Tu znów różnorodne smaki. Mleczna z bakaliami, z wiśniami, gruszkami czy orzechami. Są ludzie, którzy nie lubią nadziewanych czekolad. Polecam więc Studentskie, ponieważ jeśli czekolada jest np. o smaku gruszki, to nie znajdziemy tu nadzienia, a kawałki gruszek.

DSCF4819I ostatnie z zakupionych czekolad. Orion. Te z kolei są mocno nadziane. Do tego stopnia, że w limonkowej są twarde i wyczuwalne kawałki ‚limonki’. Ciekawe jak sprawdzi się kuchenna czekolada do rozpuszczania. Tu też było milion smaków, ale gdybym brała każdy to wydałabym z milion euro. Nie to co kiedyś…

DSCF4822

Szukałam też oryginalnego smaku chipsów. I Słowacja mnie nie zawiodła. Jak zwykle z resztą. Chipsy o smaku rozmarynu. Miałam chęć na mocny i mega aromatyczny smak. Niestety chipsy te smakowały dla mnie jak ziemniaki pieczone z rozmarynem. Nic szczególnego, ale warte spróbowania. Może innym posmakują bardziej.
chips rozmarynTeraz napoje. Jako pierwsze z półek zaczęliśmy pakować sławne wszędzie słowackie Bażanty. Piwo o 5% i 4% zawartości alkoholu. Na opakowaniu widnieją napisy odpowiednio 12% i 10%. To jednak nie zawartość alkoholu, a ekstraktu. Piwo naprawdę dobre. Na pewno je znacie, to chyba najbardziej rozpoznawalne piwo na Słowacji i nie ma sklepu, w którym go nie dostaniecie. Najlepsza pamiątka z gór! Dlatego też i nasz bagażnik został załadowany złotym napojem.

bazanty

Pomiędzy działem alkoholowym, a słodyczami stała lodówka z małymi, brązowymi puszkami. Napis na opakowaniu niewiele nam mówił. Jedynie na puszce z cytryną był opis po Polsku. Dowiadujemy się z niego, że zawartość puszki to w 60% bezalkoholowy napój słodowy oraz 40% lemoniady cytrynowej. Zakupiona przeze mnie puszka zawiera więc 40% soku z granatu. Jak to smakuje? Jak podpiwek, ale dobry podpiwek z sokiem. Jak dla mnie pychota. I coś nowego 😀

DSCF4811

Wody smakowe. Ostatnio w Polsce wprowadzono te małe wody w kartonikach o smaku np. arbuza. Gdzie tak naprawdę arbuza jest tam mniej niż więcej (0,01%). W przypadku poniższej wody nie jestem w stanie stwierdzić procentowej zawartości prawdziwego arbuza. Według mnie, też nie byłaby to jakaś szalenie duża liczba. W składzie wody o smaku arbuz & liczi czytamy: „woda, cukier, E330, aromaty spożywcze, ekstrakty roślinne, witamina C i dużo witamin B.” W smaku nie jest bardzo aromatyzowana. Mi smakowała bardzo bardzo. Lubię wszystko co arbuzowe, więc nie ma co się dziwić. Pozostałe smaki – jeszcze nie otwarte. Dziwi mnie fakt, że tylko arbuzowa posiada etykietę po angielsku. Na pozostałych – chińskie znaczki.
wody smakowe

I na koniec Kofola. Podobno jest już dostępna w Polsce. Ja jej nigdzie nie widziałam. Dla porównania wzięliśmy kilka dostępnych smaków. Dla Słowaków to najważniejszy niealkoholowy napój w kraju. W każdym barze dostaniecie ją nawet w półlitrowych kuflach. Czym tak naprawdę jest kofola? Odpowiedź z etykiety mnie rozbroiła „limonada Kofola, slozeni: voda, sirup KOFO,…”. Wiec jeśli nie wiecie co to Kofola, to najlepiej jej spróbować. Klasyczna kofola smakuje dla mnie jak tania cola o smaku cytryny.W smaku dobra, ale jak dla mnie nic szalenie wyśmienitego. kofola origkofola mixZakupy były naprawdę spore. Warto jednak poznawać nowe smaki. Tym bardziej takie, których w Polsce nie spotkamy w zwykłym sklepie. 

Co zjeść w górach? Co kupić na Słowacji? cz.1

Oficjalnie mam jeszcze wakacje, ale to już tylko oficjalnie. W środę znów do pracy, a w czwartek na uczelnie. Ale dziś pozostaniemy jeszcze w temacie wakacji, które u mnie zakończyły się spontanicznym wypadem w góry. Pojechaliśmy tylko na kilka dni, dlatego wyjazd był pełen wrażeń i  nie było czasu na nudy.
Byliśmy w Krynicy-Zdrój, bardzo uzdrowiskowym miasteczku. Na każdym kroku spotyka się jakieś sanatoria lub źródełka. Źródełka wody, która ma podobno jakieś lecznicze właściwości. Osobiście uważam, że musiałabym być niesamowicie poważnie chora by dobrowolnie pić codziennie wodę Józef. Śmierdzi jakby płukano w niej pisanki sprzed 50 lat. Aczkolwiek Źródełko Miłości na górze Parkowej polecam każdemu 😀
Na szczęście są w Krynicy miejsca, gdzie można dobrze zjeść. Naprawdę dobrze. Deptak obfituje w przeróżne restauracje, pizzerie oraz kawiarnie. Jedynym minusem całego miasteczka jest fakt, że gdy chcieliśmy zjeść śniadanie o 10 rano, wszystko było pozamykane. Na szczęście Żabka była już otwarta, więc głodomorki mogły coś zjeść.
liesnerA gdy chcieliśmy zjeść kolację, większość lokali zamykano o 21. Znaleźliśmy jednak Restaurację Hydropatia. Na początek zamówiliśmy Pizzę Hydro Pancetta pieczoną we włoskim piecu, opalanym bukowym drewnem. Nie czekaliśmy długo, pizza była rewelacyjna. Ciasto bardzo dobre. Brakowało mi jedynie oliwy do polania, ale deser wynagrodził wszystko. Deser był mega obłędny. M. zamówił Chrupiącą Kostkę – ciasto, którego podstawę stanowił preparowany ryż z czekoladą, następnie warstwa kremu, biszkopt, krem i wiśnie. Ja zamówiłam mus czekoladowy z gorącymi wiśniami. Nieziemski i tak czekoladowy, że brak słów. Do tego pucharek był tak duży, że zaspokoiłby każdego miłośnika czekolady. Za deser i późne godziny otwarcia – mega plus. Ceny nie za duże, w sam raz na kolację we dwoje.

deser czeko mus

Na obiad warto zajść do Kawiarni Maleńka. Z zewnątrz prezentuje się bardzo ładnie. Wystrój wnętrz mnie nie zachwycił, ale jedzenie owszem. A przecież to liczy się najbardziej. Naleśniki z wieloma nadzieniami do wyboru (nutella, owoce, bita śmietana itp), każde podane z sałatką owocową w skład której wchodziły przeróżne owoce. Co z resztą widać na zdjęciu.DSCF4753Nawet do pierogów ruskich dostaliśmy sałatkę owocową. Pierogów było bardzo dużo, podane z podsmażonym boczkiem i różnymi sałatkami. Lepione ręcznie, dobrze doprawione. Kawiarnia bardzo przypadła nam do gustu. Wróciliśmy tam kolejnego dnia, tym razem na kremówkę, sernik wiedeński oraz kawę. Kawa podobno bardzo dobra, ja nie piję, więc nie wiem. Natomiast kremówka, jak dla mnie była bajkowo pyszna i kremowa. Tak jak należy 🙂

Jeden z posiłków zjedliśmy w typowej góralskiej karczmie. Biesiadna Chata przywitała nas muzyką na żywo. Góralskie dźwięki towarzyszyły nam podczas kolacji. Dookoła tańczyli i bawili się inni goście. Atmosfera typowo góralska. Zamówiliśmy kotlety wołowe, które według mnie były trochę zbyt twarde. Natomiast opiekane w skórce ziemniaczki były perfekcyjne. Dania komponuje się samemu, nie ma w karcie zestawów obiadowych. Można wybrać jakie chce się ziemniaki, jakie mięso lub jaką sałatkę. Za to plus, ponieważ wybór był naprawdę spory, a ceny umiarkowane.

wołowina z oscypkiem i opiekanymi ziemniaczkami

Zmęczeni po spacerze na szczyt góry Parkowej przysiedliśmy w restauracji Kuchnia u Babci Maliny. Mają tam niesamowicie pyszną zupę z borowików! M. zamówił żurek z jajkiem, który także bardzo mu smakował. Sam wystrój restauracji zasługuje na zainteresowanie.

Podobno będąc w Krynicy, koniecznie trzeba spróbować lodów z lodziarni Śnieżynka. W upalny dzień w kolejce można spędzić nawet godzinę. Smaków nie jest dużo, my wybraliśmy tiramisu. Porcja była naprawdę duża. A lody? Warte zachodu 😀 naprawdę dobre. Według M. cała ta otoczka ‚najlepszych’ lodów spowodowana jest wystrojem lokalu. A raczej małego punktu gastronomicznego, który wewnątrz wygląda jak z czasów PRL. Musicie, więc odwiedzić lodziarnię i sami przekonać się o doskonałości smaku. Dodam, że lody tiramisu miały kawałki czekolady oraz chrupiące płatki. Jak dla mnie? Pychota!

lody 2


lody 1

Co jadłam i gdzie byłam czyli spacerkiem po Warszawie

Warszawa to raj dla mojego podniebienia. Kiedy po całym dniu na uczelni nie mam ochoty na stanie w kuchni patrzę na swoją kulinarną mapkę i ruszam. – haha, oczywiście, że nie codziennie, mój budżet nie jest, aż tak duży ;p
Po prostu jest tu tyle lokali, że codziennie można jeść gdzie indziej i co innego. Słodkie muffiny? Frytki z sosami? Herbata? Sushi czy może włoskie dania? Serio, każdy znajdzie tu coś na co akurat ma ochotę. Jedynym ograniczeniem jest portfel 😀 Z racji statusu studenta, nie jeżdżę na setne piętro hotelu Mariot, by przy lampce wina za milion dolarów podziwiać widoki. Ale odwiedzam inne, bardziej przyziemne lokale. Dzisiaj trochę o tym czy fistaszkowy sos pasuje do słonych frytek i jak bardzo ‚przesłodka’ może być herbata.

1.Okienko, ul.Polna
Ten ‚lokal’ jest i będzie na pierwszym miejscu chyba zawsze. Nie ma nic lepszego niż duże frytki z wymyślnym sosem. Sprzedające tam dziewczyny robią genialne i różnorodne sosy, ich smaki możecie poznać na facebooku. Andaluzyjski oraz ten z suszonych pomidorów to moje ulubione. Tzatziki tez nie są najgorsze, ale sos z fistaszków niekoniecznie przypadł mi do gustu. Jeśli lubicie jednak chipsy orzechowe to polubicie i ten sos. Polecam bardzo 🙂
Cena: duże frytki 9zł, małe 5zł (małe, czyt. wystarczą dla dwóch średnio głodnych osób). Każdy sos – 1zł.

https://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/68330_420479121340068_713519580_n.jpg
FACEBOOK OKIENKA

2. Trattoria Versilia
Jako wielka miłośniczka kuchni włoskiej umieszczam tą restauracje na drugim miejscu. Makarony mają tam boskie. Wystrój lokalu w bardzo włoskim stylu: piękne malowidła na ścianach i strumyk wewnątrz lokalu. Atmosfera jak najbardziej włoska i romantyczna. Z resztą byłam tam z M. na kolację rocznicową 🙂 Także polecam 🙂

Sałatka miłości
Strona Trattorii

3. Sushi Yokozuna
„-M. zamówimy dziś sushi?” „-Będę jadł surową rybę? No na pewno ;p”.
Po pierwszym kęsie polubił sushi i zamawialiśmy je już nie raz. Każdy kto jeszcze nigdy nie jadł sushi – niech koniecznie spróbuje. Nigiri z maślaną to ulubione danie M. Moje? California maki – koniecznie z sezamem. Sałatka z wodorostów jest czymś ciekawym, nie wiem jak to inaczej nazwać 🙂 Z ciepłych dań polecam krewetki w panierce – pyszne i chrupiące. Musicie sami spróbować. Ceny są przyzwoite, nasz ulubiony zestaw to Osaka 🙂

https://i2.wp.com/www.yokozuna.com.pl/public/assets/osaka-201600x1200.png
Strona Yokozuny

4. Feel the chill
Świeżo i kolorowo. Ten lokal napawa radością i optymizmem. Po prostu jeśli chodzi o wystrój to jest to strzał w dziesiątkę. Co do menu? Świeże soki, lemoniady, smoothie i jogurty. Jogurty to punkt główny menu. Dostajecie swój kubeczek z mrożonym jogurtem i wrzucacie do niego co chcecie. Żelki? Owoce? Czekoladowe płatki? Jest tu wszystko 🙂 Nastepnie Panie w uroczych czapkach z kocimi uszami ważą wasz kubeczek i płacicie. Niestety nie pamiętam ceny, a na stronie tego nie ma. Nie mniej jednak polecam spróbować chociaż raz 🙂

https://i2.wp.com/www.feel-the-chill.com/gallery/galeria-baltycka/1d.jpg
Strona feel the chill

5.. Bubble tea / bubbleology
Herbaty z kulkami tapioki są już wszędzie. Na każdym kroku. Byłam w lokalach obu tych firm i nasuwa mi się  jeden wniosek. To wszystko jest za słodkie. Wchodzicie i widzicie genialnie urządzone pomieszczenie, chcecie zostać tu na dłużej bo jest po prostu bajecznie. Widzicie smaki i nie możecie się zdecydować. Arbuz? Melon? Kiwi? Truskawka? a do tego jakie kulki? Jakie bedą najlepsze?
Ja skusiłam się na lemon+mango oraz arbuz+marakuja. Pierwsze wrażenie? MAMO jakie to dobre. Bawicie się kulkami tapioki które po rozgryzieniu uwalniają swoj nieziemski smak. Później łyk, dwa i już nie jest tak fajnie jak na początku. Wtedy uświadamiacie sobie, że duzy kubek jest za duży a kulki są tak słodkie, że nie chcecie już ich rozgryzać.
Polecam, by pójść i przekonać się samemu. Jak widzicie byłam tam dwa razy, bo ciągnie człowieka do takich owocowych pyszności, nawet jeśli wiem, że później będzie mi koszmarnie słodko.
Strona Bubble Tea oraz Bubbleology

Mam nadzieję, że relacja się podobała 🙂

Kolorowy cukier

Wygląda interesująco. Używając go jako ozdoby możecie zaskoczyć zarówno domowników,  jak i gości. Warto go mieć pod ręką. Potrzebujecie barwników spożywczych, zwykłego cukru i szczelnego woreczka. Wsypujecie kilka łyżek cukru do woreczka, dodajecie odrobinę barwnika koloru jakiego tylko chcecie. Do tego wlewacie dosłownie 2 krople wody. Zamykacie woreczek i teraz zatrząśnijcie nim. Po pewnym czasie cukier powinien złapać kolor. W tym woreczku możecie go przechowywać tak długo, jak tylko chcecie.

Kolorowego cukru użyłam do zrobienia:

Sos Coulis

Z języka francuskiego – to sos z przetartych owoców lub warzyw. Na słodko lub na słono w zależności od tego, do czego go użyjemy.

Na pewno nie raz spotkaliście się z tym sosem. Najbardziej popularny to coulis z malin lub truskawek. Sposób przygotowania jest dziecinnie prosty. Owoce lub warzywa miksuję w blenderze z dodatkiem np. cukru. I gotowe! Jeśli użyte przez nas rośliny mają pestki (np. jak maliny) przecieram sos przez sito.